Zadar – u północnych bram Dalmacji

Piękne zachody słońca. Sensacyjna architektura starego miasta. Niesamowite plaże. Zadar. Brama północnej Dalmacji, prawdziwy magnes na turystów z całego świata i miasto-ogród, gdzie świeże owoce są w zasięgu ręki.
Zdjęcie główne: Roger Weichert

Pierwsza dekada września oznacza dla mieszkańców Zadaru pożegnanie sezonu. Turystyczny harmider pomału gaśnie, choć zabytkowe ulice starego miasta jeszcze rozbrzmiewają kakofonią języków z całego świata. Nie brakuje jednak miejsc, w których można skosztować przysmaków miejscowej kuchni, kolejki do najważniejszych zabytków miasta rozpływają się w cieple odchodzącego lata, a morze przyjaźnie szumi i przywołuje pięknem łagodnie załamujących się fal.

W cieniu pereł Dalmacji

Wybrzeże dalmatyńskie pełne jest turystycznych perełek, w związku z czym Zadarowi trudno jest konkurować z dużo większym Splitem czy ekstremalnie popularnym Dubrownikiem. Jednak nie jest na straconej pozycji. Miasto położone w północnej Dalmacji oferuje wyjątkowe walory turystyczne, atrakcyjne plaże oraz dobrą infrastrukturę hotelową i noclegową. Jest stolicą żupanii zadarskiej i jednocześnie piątym najbardziej ludnym miastem Chorwacji, które według spisu powszechnego z 2021 roku liczy sobie 70 779 mieszkańców.

Zaledwie 7 kilometrów od granic miasta znajduje się kameralne lotnisko, dzięki czemu podróż autem do centrum trwa raptem kwadrans. Mieszkańcy i turyści mogą swobodnie korzystać z komunikacji autobusowej, a ci, którzy chcą dostać się na którąś z wysp, z promów Jadrolinii lub prywatnych łodzi. Nieco zdziwił mnie brak rozkładów jazdy na wielu przystankach, ale nagromadzenie autobusów miejskich sugeruje, że transport publiczny działa bez większych zgrzytów. Jednak nie zdecydowałem się skorzystać, bo dużo więcej frajdy sprawiało mi piesze przemierzanie ulic tego niesamowitego miasta.

Jak bardzo jest niesamowite, zrozumiałem dopiero wtedy, gdy stanąłem na brzegu wysypy Ugljan, zyskując kapitalną perspektywę na całe miasto i to, co znajduje się za jego plecami – góry Welebit, które zwartym szykiem szczytów świdrują niebo. Swoją drogą, jeśli ktoś lubi górskie wycieczki, to podczas pobytu w Zadarze można również zaplanować wyprawę do Parku Narodowego Paklenica czy Parku Narodowego Północnego Welebitu.

Widok na Góry Welebit z perspektywy wyspy Ugljan | Fot. Roger Weichert

Obserwując walkę chmur z turniami pasma górskiego Welebit, można odnieść wrażenie, że zatrzymał się czas. Szczyty stanowią bowiem barierę nie do pokonania i w końcu zmęczone chmury melancholijnie poddają się woli przyrody, przysiadają na wierzchołkach i bez ruchu dziwią się światu. A najbardziej chyba turystom, którzy wściekle atakują stoiska i sklepy z pamiątkami, próbują wszystko obfotografować, zamykając w nieruchomych lub płynnych kadrach swoich telefonów miejsca, emocje i niepowtarzalne chwile, czy też targują się przy stanowiskach oferujących rejsy w bliższe i dalsze rewiry chorwackich wód Adriatyku.

Jednak bez turystów Zadar nie kipiałby życiem i zachwytem nad tym, co ocalało z minionych czasów. A jest co podziwiać!

Fascynujący powrót do przeszłości

Perłą w koronie jest zlokalizowane na półwyspie i otoczone murami stare miasto, do którego wiedzie kilka bram. Szczególne wrażenie robi monumentalna brama Lądowa z XVI wieku, o kształcie łuku triumfalnego, a także brama Mostowa, którą przechodzi się od zatoki Jazine do malowniczego placu Narodni trg. Absolutną koniecznością jest spacer ul. Široką z Narodnego trgu w kierunku Forum, czyli dawnego rzymskiego placu, gdzie oprócz zabytkowych ruin Forum Romanum znajdują się inne kluczowe zadarskie zabytki, np. Kościół św. Donata czy Katedra św. Anastazji. Ta ostatnia posiada zresztą efektowną wieżę, na szczyt której można się wspiąć za kilka euro, zyskując w zamian niesamowitą perspektywę na Zadar we wszystkich kierunkach świata. Droga prowadząca na jej szczyt nie należy jednak do nader komfortowych, szczególnie na wstępie wspinaczki i pod jej koniec, ponieważ wąskie schody wymuszają ruch wahadłowy. Sam taras widokowy również nie zapewnia zbyt wiele miejsca dla odwiedzających, a więc kto marzy o spędzaniu długich kwadransów na „dachu” Zadaru, ten raczej srogo się rozczaruje. Dodatkowo na szczycie wieży katedralnej dotkliwie operuje wiatr, co dość skutecznie zniechęca turystów do przydługiego marudzenia w jej koronie.

Zresztą nie ma ku temu powodów, ponieważ opodal czekają kolejne atrakcje. Forum jest zlokalizowane dosłownie żabi skok do Rivy, czyli miejskiej promenady, którą wieńczą na północnym skraju dwie szczególne instalacje: Morske Orgulje oraz Pozdrav Suncu.

Morskie Organy to wyjątkowa instalacja architektoniczna wyposażona w mechanizm wykorzystujący falowanie wody i ruch powietrza, dzięki czemu generuje niepowtarzalną melodię i pozwala Adriatykowi nieustannie przemawiać do odwiedzających. Poza relaksującą kakofonią dźwięków turyści mogą podziwiać spektakl świetlny w ramach instalacji Pozdrowienia dla Słońca. Składa się na nią 300 wielowarstwowych szklanych płyt ułożonych na planie okręgu, pod którymi znajdują się fotowoltaiczne panele słoneczne. Uaktywniają się wraz z zachodem słońca i zaczynają emitować światło, tworząc tym samym świetlne widowisko.

W bezpośrednim sąsiedztwie starego miasta można zażyć odrobinę wytchnienia, odpoczywając w cieniu drzew parków zlokalizowanych obok siebie: Perivoj kraljice Jelene-Medijevke i Perivoj Vladimira Nazora. To prawdziwe zbawienie szczególnie w okresie nieznośnych upałów. O ile od wysokich temperatur można zaznać jakiejś formy ulgi, to od współczesnych wybryków architektury mieszkalnej, głównie w dziedzinie domów wielorodzinnych, już ratunku nie ma.

Architektura w służbie pieniądza

Zadar jest prawdziwym architektonicznym fenomenem. Łączy starożytną, gotycką, romańską i renesansową zabudowę z obiektami z okresu panowania Habsburgów, perełkami modernizmu, osiągnięciami socrealizmu i współczesnego budownictwa biurowo-mieszkaniowego. I właściwie to ostatnie wzbudziło moje największe zainteresowanie i jednocześnie konsternację. Widać, jak dzielnice domów jedno i wielorodzinnych, zlokalizowane w niedużej odległości od linii brzegowej Adriatyku, rozbudowują się, szkaradnie puchną i pomnażają swoją przestrzeń, nieznośnie pączkując. Wszystko na rzecz turystów i kwater, które mają służyć wypoczywającym gościom. Odbywa się to bez szczególnego namysłu, bez większego wyczucia estetycznego i bez uwagi dla praktycznych rozwiązań.

Ponieważ ulice są wąskie, a działki na ogół niewielkie, domy rosną w górę, tracąc rozsądne proporcje i zamieniając się w nieforemne chochoły wyposażone w ornamenty schodów i pokracznych galerii. Wizerunek architektonicznych wybryków nieco poprawia bujna roślinność i wszędobylskie owoce oraz sporadyczne ogródki warzywne.

Jednocześnie ciasne ulice dzielnicy domków zmuszają pieszych do dzielenia się przestrzenią z samochodami. Miejscowi wydają się być przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy, dlatego dość łatwo o symbiozę w tej materii i przemieszczanie się wzdłuż jezdni pozbawionej chodnika jest stosunkowo bezpieczne. Chyba że natkniemy się na młodocianych amatorów wyścigów hulajnogami, wówczas nietrudno negatywnie zweryfikować ten pogląd.

Być może powyższa diagnoza brzmi dość surowo, ale nie jestem w niej odosobniony. Aleksandra Wojtaszek, autorka zbioru reportaży Fjaka. Sezon na Chorwację, potwierdza moje obserwacje:

W Chorwacji dominuje tak zwana turystyka apartamentowa – indywidualni właściciele wynajmują każdą możliwą powierzchnię mieszkalną, przesiedlając rodzinę na lato do garażu, a w zimie budują kolejne kilkupiętrowe potworki na ziemi po dziadku, najczęściej dzięki pozwoleniu uzyskanemu od miejscowego urzędnika za trzy litry rakii i dwa kilo pršutu. To turystyka cimer graj i sobe – rooms – camera, która może zniknąć równie szybko, jak ludzie trzymający tabliczki z tymi napisami po pojawieniu się portalu Booking.com.

Aleksandra Wojtaszek, Fjaka. Sezon na Chorwację

Piasku nie uraczysz

W Zadarze miałem okazje odwiedzić dwie plaże – Kolovare, położoną bliżej starego miasta, oraz Punta Bajlo, skąd można obserwować wyjątkowe zachody słońca. Jeśli ktoś szuka piaszczystych plaż w tej części chorwackiego wybrzeża, to raczej źle trafił. Do dyspozycji pozostaje jedynie ich kamienista wersja, ewentualnie ubite klepisko pełne igieł, szyszek i wystających korzeni drzew. Dlatego leżaki są tu na wagę złota. Można też wziąć swój hamak i rozciągnąć go między drzewami lub sprawić sobie dmuchany materac.

Infrastruktura wokół plaży Kolovare na ogół jest na przyzwoitym poziomie. Standardem są prysznice, pod którymi można opłukać się ze słonej wody. Ponadto dla plażowiczów przygotowano przebieralnie, toalety, a także punkty gastronomiczne z bezwstydnie wysokimi cenami. Punta Bajlo aż tak dobrze rozwinięta nie jest, chociaż pełną parą działa tam kawiarnia, w której cieszy uszy jeden zapętlony zestaw piosenek z dominującym komponentem miejscowych artystów. Punta Bajlo oferuje bezsprzecznie jedną z najlepszych perspektyw w mieście na piękne zachody słońca oraz na Gaženicę, skąd odchodzą promy i liniowce. Szczególnie te ostatnie robią imponujące wrażenie.

Preko na jednej nodze

Widok odpływających jednostek to jedno, ale możliwość popłynięcia jedną z nich, to wielka frajda. Standardowy rejs promem do Preko na wyspie Ugljan trwa nieco ponad 20 minut i w sezonie kosztuje około 3,5 euro w jedną stronę od osoby. Z lądu na wyspę można się przeprawić, wyruszając z nowoczesnego portu promowego w Gaženicy lub z przystani zlokalizowanej w pobliżu zadarskiej starówki przy ulicy Liburnska Obala.

W sezonie jednostki Jadrolinii oferują do Preko aż 10 przepraw dziennie. Duża częstotliwość kursów promowych pozwala na spontaniczną wycieczkę do wyspiarskiej miejscowości praktycznie kiedy dusza zapragnie. Oczywiście skorzystałem z okazji, lecz spędziłem tam zaledwie jeden dzień, z czego część poświęciłem pieszej wyprawie do ruin Twierdzy św. Michała, osadzonej na wzgórzu. Obezwładniające widoki w drodze na jego szczyt to jedno, ale w zachwyt wprawiła mnie również naturalna różnorodność w tej części wyspy. Wydaje się, że skaliste, miejscami gliniaste połacie ziemi poddane nieustannej dominacji słońca nie może zrodzić niczego zachwycającego. Tymczasem na szlaku natknąłem się na drzewa figowe, brzoskwinie, winogrona, dziką różę, borówki, oliwki i… nieustający koncert cykad. W samym Preko górę bierze inna roślinność, która wpisuje się w krajobraz miejscowych domostw, zapewniając cień mieszkańcom i dodając urody tamtejszej architekturze.

Jeśli jednak chcielibyście poznać i odkryć Ugljan w pełni, to jeden dzień na wyspie przemierzanej na własnych nogach jest niewystarczający. Zabierzcie wygodne buty, plecaki i nastawcie się na długie piesze wycieczki, bo nie da się objąć jej wyjątkowości, wpadając tu na jednej nodze. Wracam już w tym roku.

Kawa nie wypije się sama

Na sam koniec winny Wam jestem spostrzeżenie dotyczące roli kawy w życiu Chorwatów. W Zadarze i okolicach we wrześniu 2023 roku zwykłe americano w kawiarni kosztowała raptem 1,5-2 euro. Jedynie w centrum miasta ceny rosły do 3-3,5 euro za filiżankę ze względu na strumień zawsze spragnionych turystów. Ponadto niemal wszędzie do kawy serwuje się szklankę darmowej wody.

Patrząc przez pryzmat polskich cen, wydaje się, że to naprawdę niewiele. Jednak polityka cenowa w tym obszarze w prostej linii wiąże się ze sposobem spędzania czasu przez Chorwatów, głównie tych w wieku emerytalnym. Kawa jawi się bowiem jako ważny element kulturo- i wspólnototwórczy. To przy niej miejscowi spotykają się, rozmawiają i spędzają czas. Innymi słowy, wspólne picie kawy to nie tylko codzienna przyjemna rutyna, lecz pewnego rodzaju rytuał.

Ponadto niska cena kawy w miejscowych kawiarniach sprawia, że starsi ludzie nie są skazani na cztery ściany swoich domów i brak towarzystwa. Cały czas pozostają aktywną częścią społeczeństwa, cieszą się znakomitą pogodą i dobrym jedzeniem, przebywając w gronie osób o podobnych wartościach i doświadczeniu życiowym. Utrzymują w ten sposób zainteresowanie światem i sobą nawzajem. Dzięki temu jakość procesu starzenia się jest dużo lepsza, a jesień życia przyjemniejsza.

Czasami jednak na kawie się nie kończy, wszak likier Maraschino, z zadarskich wiśni odmiany Maraska, podobnie jak kawa, sam się nie wypije. Živjeli!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *