Serbia w obliczu kłopotliwej inwestycji Rio Tinto i nadchodzących wyborów

Co mają ze sobą wspólnego kopalnia litu, protesty i zbliżające się wybory w Serbii? Tym wpisem postaram się Wam nie tylko nakreślić ramy problemu oraz w mocnym skrócie zreferować wydarzenia ostatnich tygodni w Serbii. Przedstawię również szerszą perspektywę wyzwań, przed którymi stoi serbskie społeczeństwo, oddając głos Milošowi Preleviciowi, uznanemu fotografowi, który brał udział w protestach. Tekst powstał we współpracy z Anną Czajczyk, współtwórczynią bloga Nasza Serbia.
Zdjęcie główne: Shutterstock

Autorzy: Roger Weichert | Anna Czajczyk (Nasza Serbia)

Kto jest w posiadaniu surowców naturalnych, niezbędnych do współtworzenia współczesnych technologii oraz zaspokajania bieżących potrzeb przemysłu, ten dyktuje warunki. W przeszłości zależność ta odnosiła się wyłącznie do państw i to głównie tych, które swoje bogactwo zbudowały poprzez hegemonię kolonialną lub militarną. Współcześnie do wyścigu o wpływy i zasoby włączyły się także ogromne koncerny narodowe i międzynarodowe, dysponujące nieraz większymi budżetami niż niejeden kraj. Teraz i one operują dużymi możliwościami wpływania na społeczeństwo i jego nastroje, a tym samym na politykę wewnętrzną i zewnętrzną państwa. Szczególnie, gdy jest ono niewielkie i za pomocą nowo odkrytych zasobów próbuje wyjść z wieloletniego ekonomicznego impasu, chcąc przywrócić wartość swojej pozycji w regionie.

Władze Serbii doskonale o tym wiedzą i jeszcze do niedawna były gotowe nie tylko zaryzykować dewastację środowiska naturalnego, ale również zdrowie swoich obywateli. Nie zawahały się również, by naruszyć zasady demokratycznego państwa prawa, byleby osiągnąć swój cel. Dopiero masowe protesty, które pod koniec listopada i w grudniu 2021 roku przetoczyły się przez Serbię, dały do zrozumienia politykom rządzącej koalicji „Aleksandar Vucić – Dla Naszych Dzieci”, że w świetle nadchodzących wyborów ryzykują coś jeszcze dla siebie cenniejszego, a mianowicie ciągłość władzy. I nagle zaczęły dziać się rzeczy uznawane dotąd za „niemożliwe”. Zanim jednak przejdziemy do tej części opowieści, winien jestem wyjaśnienia, o co w gruncie rzeczy chodzi.

Okruchy z pańskiego stołu

Okazuje się, że na terytorium Serbii znajdują się jedne z największych w Europie złóż litu, które w 2004 roku stały się obiektem zainteresowania australijsko-brytyjskiego koncernu Rio Tinto. Pokłady cennego metalu zlokalizowane są w okolicach Loznicy w Dolinie Jadaru, w zachodniej części kraju, a inwestycja globalnego potentata przemysłu wydobywczego wyceniana jest na kwotę 2,4 miliarda dolarów.

Pokłady litu zlokalizowane są w okolicach Loznicy w zachodniej Serbii | Źródło: Google Maps

Taki duży kapitał może działać na wyobraźnię, jak również być odczytywany przez mieszkańców jednego z najbiedniejszych regionów Serbii jako zapowiedź długo wyczekiwanego dobrobytu. Jednak praktyka wskazuje, że benefity zazwyczaj nie trafiają do obywateli. Do nich trafiają przede wszystkim szkodliwe rezultaty działalności wydobywczej, jak w przypadku kopalni miedzi w Borze we wschodniej Serbii, która należy do chińskiego koncernu Zijin.

Niechlubny przykład wyzysku

Bor jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast w kraju. Cuchnąca woda w rzece o czerwonawym zabarwieniu to zaledwie czubek góry lodowej. Mieszkańcy twierdzą, że w efekcie wzmożonej działalności wydobywczej zniszczeniu ulegają drogi oraz infrastruktura wodno-kanalizacyjna, a obywatele są narażeni na oddziaływanie szkodliwych pyłów i spalin. Testy jakości powietrza w Borze wykazały śladowe ilości dwutlenku siarki, arsenu, żelaza, niklu i kadmu, które mają negatywny wpływ na jakość powietrza i zdrowie mieszkańców. Chociaż Ministerstwo Górnictwa i Energii twierdzi, że chiński potentat wydobywczy Zijin spełnił wszystkie niezbędne wymogi w zakresie zabezpieczenia inwestycji pod kątem ochrony środowiska, to zdjęcia obrazujące degradacje lokalnego krajobrazu podają oświadczenia serbskich władz w poważną wątpliwość.

Lit – nowe złoto dla zuchwałych

Nie ma jednak wątpliwości co do rosnącego w ostatnich latach znaczenia litu w kontekście rozwoju nowoczesnych technologii, również tych związanych z szeroko rozumianą transformacją energetyczną. Jednak pierwiastek stanowi nie tylko kluczowy element w procesie produkcji samochodów elektrycznych i urządzeń elektronicznych. Znajduje też zastosowanie m.in. w lotnictwie, w produkcji szkła i ceramiki, a nawet energii jądrowej.

Rzecz w tym, że technologie pozyskiwania litu są szkodliwe dla środowiska, co w dobie pełzającej katastrofy klimatycznej podważa proekologiczny wymiar wydobycia tego metalu. Marketingowa narracja nie wytrzymuje zestawienia z rzeczywistością. Ta zdecydowanie pokazuje, że kto zdominuje rynek wydobycia litu (obecnie prym wiedzie Australia), ten zapewni sobie krociowe zyski oraz ekonomiczną i polityczną pozycję, pozwalającą wydatnie wpływać na bieżące wydarzenia.

Raport Banku Światowego dotyczący Rosnącej roli minerałów i metali w niskoemisyjnej przyszłości przewiduje, że zapotrzebowanie na lit zwiększy się o 965% do 2050 roku. Nic dziwnego, że i serbskie władze chcą uszczknąć coś ze światowego tortu „zrównoważonego rozwoju”, zapewniając budżetowi stały dopływ pieniędzy, a koalicji rządzącej wdzięczność społeczeństwa i ciągłość władzy.

Portal Nova.rs wskazuje inne inwestycje wydobywcze, które mają wpływ na kondycję środowiska w Serbii | Źródło: Nova.rs – Facebook fanpage

Protesty ekologów, protesty obywateli

Ekolodzy i społeczni aktywiści doskonale zdają sobie sprawę ze szkodliwych konsekwencji inwestycji przemysłu wydobywczego i dlatego przeciwko nim protestują. Już w 2019 roku kopalnia miedzi w Borze przyczyniła się do wybuchu społecznego niezadowolenia i serii demonstracji. Jednak dopiero w obliczu zmian legislacyjnych, jakie pod koniec listopada 2021 roku wprowadził rząd Any Brnabić, nabrały ogólnokrajowego rozmachu. Wówczas na ulicę ponad 50 serbskich miast wyszły dziesiątki tysięcy osób sprzeciwiających się zapisom projektu ustawy pozwalającej na wywłaszczenie prywatnych terenów i nieruchomości, jeśli uznano by, że leży ono w „społecznym interesie”.

To z kolei ułatwiałoby zagranicznym koncernom możliwość wykupu i wydobycia cennych surowców mineralnych, w tym pożądanego współcześnie litu. Choć prezydent Aleksandar Vucić zdementował pogłoski, jakoby ustawa wywłaszczeniowa powstała, by stworzyć dogodne warunki inwestycyjne dla Rio Tinto i innych koncernów wydobywczych, to trudno uwierzyć w podjętą przez głowę państwa linię obrony, sugerującą, że zaproponowane zmiany legislacyjne miały na celu przyspieszenie realizacji projektów infrastrukturalnych.

Inwestycja wbrew interesom regionu

Plan rozwoju projektu „Jadar” przewidywał zajęcie obszaru o powierzchni ponad 2 tysięcy hektarów, na których zlokalizowanych jest 28 wsi. Dodatkowego kontekstu sprawie nadają słowa Miloša Prelevicia, który zdecydował się podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat bieżących zdarzeń w Serbii. Jako uznany i nagradzany serbski fotograf przyrody, specjalizujący się w zdjęciach uwieczniających podwodny świat, nie tylko jest blisko tematu ochrony środowiska, ale również należy do tej części społeczeństwa, która zdecydowanie sprzeciwia się polityce rządu i inwestycji Rio Tinto w okolicach Loznicy.

Jak mówi, obszary w Dolinie Jadaru są żyzne i sprzyjają rozwojowi upraw rolniczych. Zatrzymanie inwestycji Rio Tinto nie tylko spowoduje, że ludzie, którzy nie sprzedali swojej ziemi, będą nadal mogli korzystać z jej urodzajności, lecz ochroni rzekę Jadar przed zanieczyszczeniem.

Jeśli spojrzeć na mapę, obszar będący przedmiotem troski ekologów i aktywistów dalece wykracza poza Dolinę Jadaru i przepływającą przez nią rzekę, która stanowi dopływ Driny. Ta zaś wpływa do Sawy, która zasila wody jednej z największych rzek w Europie – Dunaju. Tak więc trudno traktować sprawę kopalni litu w okolicach Loznicy jako lokalny problem, gdyż skutki wydobycia tego metalu mogą dotknąć miliony ludzi w wielu krajach.

Nieczyste intencje

Powołując się na treść uzasadnienia petycji wzywającej koncern Rio Tinto do zaprzestania prac, portal TVN24 donosi, że Wiele porozumień zawartych między rządem a Rio Tinto nie zostało opublikowanych, co świadczy o braku transparentności współpracy i rodzi podejrzenia o korupcję. Niejasności jest jednak więcej, co potwierdza Miloš.

Nie jestem pewien, jak wyglądał dialog między rządem a koncernem Rio Tinto. Rząd Any Brnabić twierdzi, że to jego polityczni poprzednicy podpisywali umowy z australijsko-brytyjskim potentatem, a nie on. Nie przedstawia jednak żadnych dowodów uwiarygadniających to stanowisko.

Mało tego, wraz z ustawą wywłaszczeniową parlament Serbii przyjął również akt prawny znoszący próg frekwencji wyborczej w referendach. Dotychczas za wiążące uznawano referenda, w których wzięło udział minimum 50 procent uprawnionych do głosowania. Usuwając próg uczestnictwa, nowa ustawa referendalna podważa i ośmiesza sens aktu demokracji bezpośredniej, czyniąc z niego kolejne narzędzie pozornie sankcjonujące działania koalicji rządzącej. Trudno więc mówić o przypadku, szczególnie gdy zmiany w prawie wprowadzono z pominięciem rzetelnej debaty publicznej. Tym sposobem utorowano Rio Tinto drogę do realizacji swojej inwestycji w razie konieczności przeprowadzenia referendum w sprawie kopalni litu.

Pod wpływem społecznego gniewu i długotrwałych protestów rząd Any Brnabić postanowił wycofać ustawę o wywłaszczeniu z procedury parlamentarnej i podjął decyzję o skierowaniu jej do ponownego rozpatrzenia przez prezydenta Aleksandara Vucicia. Zaproponował również poprawki do ustawy o referendach i inicjatywach ludowych.

Migawki z protestów w Belgradzie | Źródło: Euronews

Chocholi taniec i mydlenie oczu

Mimo nacisków, prezydent Aleksandar Vucić zapowiadał, że nie wycofa się z projektu „Jadar” i wydawał się być bardzo do tej decyzji przekonany, podobnie zresztą jak premierka Ana Brnabić. Gniew społeczeństwa okazał się jednak na tyle przekonujący, że obóz rządzący musiał poddać pod rozwagę konieczność wycofania się ze swoich planów. 20 stycznia 2022 roku Ana Brnabić ogłosiła, że rząd zniósł dekret z 13 lutego 2020 roku oraz plan zagospodarowania przestrzennego dla obszaru o specjalnym przeznaczeniu, który był związany z projektem stworzenia kopalni litu przez Rio Tinto w zachodniej Serbii.

W ten sposób spełniliśmy wszystkie żądania podnoszone podczas protestów ekologicznych i położyliśmy kres (działalności) Rio Tinto w Serbii. Tak więc wszystko, jeśli chodzi o projekt Jadar i Rio Tinto, jest skończone. To już koniec.

| Brnabic: Jadar Project spatial plan and all other decisions scrapped

Jednak czytając między wierszami oświadczenia wydanego przez koncern Rio Tinto, strony w sprawie raczej w inny sposób definiują „koniec”. W treści opublikowanej na korporacyjnym portalu firmy czytamy:

Zrozumiałe jest, że istnieją poważne obawy dotyczące potencjalnego wpływu kopalni na lokalne społeczności w dolinie Jadaru i zdajemy sobie sprawę, że musimy odnieść się do nich i je rozwiać. Wierzymy w Jadar, światowej klasy projekt z potencjałem pozwalającym odegrać kluczową rolę w kwestii transformacji w kierunku niskoemisyjnej przyszłości. Jednocześnie analizujemy, co to oznacza dla projektu i naszych pracowników w Serbii.

Zemsta za Djokovicia?

W mediach pojawiły się spekulacje, że tak nagła zmiana frontu może mieć związek ze skandalem i deportacją z Australii serbskiego mistrza tenisowego Novaka Djokovicia, któremu australijski sąd dwukrotnie uchylił wizę zezwalającą na pobyt na terytorium kraju, grzebiąc tym samym jego szanse na 21. tytuł wielkoszlemowy w niedawno rozegranym Australian Open. Jednak wydają się one mało prawdopodobne.

Tymczasem serbska premierka Ana Brnabić stwierdziła, że decyzja jej rządu o zakończeniu działalności Rio Tinto w Serbii nie była wymuszona ani umotywowana politycznie. Nawet jeśli dać wiarę w deklarację wrażliwości na społeczne potrzeby Serbów, to trudno w tym przypadku wykluczyć udział pobudek politycznych.

Sprawa z Rio Tinto przyniosła partii rządzącej (SNS) zbyt dużo złej prasy. Stąd decyzja o wstrzymaniu inwestycji przynajmniej do czasu wyborów. Jednak wierzę, że temat jeszcze do nas wróci. – twierdzi Miloš Prelević.

Wiele wskazuje, że wycofanie się serbskiego rządu z biznesowego romansu z Rio Tinto nie wzbudziło spodziewanego wzrostu zaufania do podejmowanych przez niego decyzji. Chocholi taniec obozu władzy, który prawdopodobnie ma na celu uśpić czujność obywateli, nie przynosi efektów, tym bardziej że, jak podkreśla mój rozmówca, poza Rio Tinto są inni inwestorzy z dużym apetytem na skomercjalizowanie złóż litu.

Gra na przeczekanie

Wstrzymanie projektu „Jadar” można uznać na kruche i tymczasowe zwycięstwo serbskiego społeczeństwa obywatelskiego. Jednak zarówno dla Serbów, jak i dotychczasowej ekipy rządzącej rok 2022 będzie kluczowy. Aleksandar Vucić, Ana Brnabić oraz Serbska Partia Postępowa wraz z koalicjantami będą szukać potwierdzenia mandatu społecznego dla swojej władzy tak w wyborach prezydenckich, jak i przedterminowych wyborach parlamentarnych, a także wyborach lokalnych w stolicy kraju – Belgradzie. Dlatego można spodziewać się, że okres przedwyborczy będzie pełen szczodrych gestów pod adresem różnych grup społecznych oraz aktów potwierdzających sprawczość i powagę panującej formacji politycznej.

Nadchodzące wybory będą dla koalicji rządzącej zdecydowanie trudniejsze od tych, które odbyły się w czerwcu 2020 roku, blisko dwa miesiące później, niż pierwotnie planowano. Przesunięcie parlamentarnej elekcji związane było z ogłoszeniem stanu wyjątkowego w związku z pandemią Covid-19. Wówczas większość opozycyjnych ugrupowań zbojkotowała wybory do Zgromadzenia Narodowego Republiki Serbii, dowodząc, że w ówczesnych warunkach nie było możliwości przeprowadzenia ich w sposób wolny, równy i uczciwy, a sama organizacja głosowania zagrażała zdrowiu biorących w nim udział obywateli. Frekwencja wyniosła niespełna 49 procent, a 188 mandatów w 250-osobowym Zgromadzeniu Narodowym uzyskała koalicja „Aleksandar Vučić – Dla Naszych Dzieci”, która powstała wokół Serbskiej Partii Postępowej (SNS) na potrzeby wyborów parlamentarnych.

Większa konkurencja polityczna, wstrzymanie projektu „Jadar”, gwałtowne protesty społeczne, napięte relacje z Kosowem, stagnacja w procesie integracyjnym z Unią Europejską to raptem kilka poważnych problemów, przed rozwiązaniem których stoją serbskie władze. O ile tam, gdzie można zyskać pieniądze lub zbić kapitał polityczny, dostrzegalna jest aktywność rządu, o tyle w zakresie żywotnych interesów społeczeństwa, które wymagają nakładów finansowych oraz strategicznego działania, dominuje długoterminowa impotencja decyzyjna i niezgrabne pudrowanie rzeczywistości.

Kryzys ekologiczny i demograficzny

Serbia ma ogromny problem z wysokim poziomem zanieczyszczenia powietrza, co jest szczególnie widoczne w trakcie zimy, kiedy wzrasta zużycie węgla. Co gorsza, często używany jest węgiel brunatny, będący jednym z najszkodliwszych rodzajów węgla. Dlatego Belgrad jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie. Niski poziom edukacji i świadomości ekologicznej społeczeństwa także ma wpływ na sytuację. Nierzadko zdarza się, że śmieci wytwarzane przez ludzi trafiają do rzek, w pobliże dróg lub na dzikie wysypiska zanieczyszczające przyrodę. To również uważam za ogromny problem. – odpowiada Miloš na pytanie o bieżące problemy Serbii ze środowiskiem. Postanowiłem pociągnąć go za język i dowiedzieć się, czy serbski rząd ma w zanadrzu jakieś rozwiązania, które pomogłyby rozwiązać narastający kryzys ekologiczny. – Jak dotąd wygląda na to, że nie. A muszę przypomnieć, że sprawa ta ciągnie się już od dłuższego czasu.

Według indeksu IQAir Serbia znalazła się na 28 miejscu w rankingu najbardziej zanieczyszczonych państw świata w 2020 roku, a pomiar jakości powietrza z 28 stycznia 2022 roku uplasował Belgrad na niechlubnym 1. miejscu na świecie w rankingu miast określającym jakość powietrza i poziom jego zanieczyszczenia.

W dniu 28 stycznia 2022 r. indeks IQAir wskazał Belgrad jako najbardziej zanieczyszczone miasto na świecie.

Nowe inwestycje związane z przemysłem wydobywczym oznaczają jeszcze większe skażenie środowiska, większe obciążenie systemu zdrowotnego przez chorujących obywateli, krótszą średnią długość życia (już dziś oczekiwana średnia długość życia w Serbii wynosi średnio 76 lat, podczas gdy średnia Unii Europejskiej to 81 lat) i coraz większą zapaść demograficzną. Bank Światowy prognozuje, że liczebność Serbów spadnie z niespełna 7 milionów w 2020 roku do 5,8 miliona w 2050 roku, a w obliczu pełzającej katastrofy klimatycznej te dane mogą okazać się optymistyczną mrzonką.

Dlaczego liczebność serbskiego społeczeństwa spada? Ze względu na szybko starzejącą się populację, niską dzietność (średnio 1,52 dziecka przypada na jedną kobietę) i zwiększającą się emigrację. Proces kurczenia się liczby obywateli Serbii ma swoje źródła w różnych obszarach, m.in. w kondycji rynku pracy, perspektywie planowania rodziny czy też w systemie edukacji. Ponieważ widoki na spokojne i dostatnie życie w kraju są w najlepszym razie mgliste, młodzi ludzie, często dobrze wykształceni, decydują się na wyjazd za granicę, gdzie zostają, osiedlają się i zakładają rodziny. Demograficzny Titanic nabiera wody, orkiestra gra, rządzący wirują w tańcu napędzani samozadowoleniem, podczas gdy obywatele przygotowują emigracyjne szalupy ratunkowe. Wymowne.

To jeszcze nie koniec

Serbia stoi przed poważnymi zmianami systemowymi, które nie tylko związane są z procesem integracji europejskiej, ale przede wszystkim z wydolnością i ciągłością funkcjonowania państwa. Rząd Any Brnabić, zresztą jak wiele innych, szczególnie w Europie Środkowej i Wschodniej, hamletyzuje, marnując czas, robiąc dobrą minę do złej gry i mając nadzieję, że to wystarczy, by kontynuować sprawowanie władzy. W ostatniej dekadzie, także w Serbii, wzrosła świadomość ekologiczna oraz wiedza o możliwych następstwach kryzysu klimatycznego.

Dojrzewa pokolenie, które będzie te rezultaty musiało dźwigać na swoich barkach, dlatego sceptycznie podchodzi do gładkich deklaracji populistów. Nie bez kozery protestujący nie chcą słyszeć o rocznym moratorium na rozwój inwestycji w Dolinie Jadaru, lecz domagają się jego przedłużenia do 20 lat.  Społeczeństwo zademonstrowało już swoją nieufność i obecnie uważnie patrzy politykom na ręce. Nie chce słuchać deklaracji, domaga się konkretnych działań, mówiąc „sprawdzam”. O to, jaki scenariusz przewiduje dla rozwoju sytuacji w Serbii w najbliższych miesiącach, zapytałem Miloša Prelevicia.

– Uważam, że sprawa Rio Tinto jeszcze się nie skończyła. Myślę, że do wyborów żadna z zainteresowanych stron nie będzie się wychylać. Po ich zakończeniu kwestia inwestycji Rio Tinto powróci na wokandę i dalej będzie nad nami ciążyć. Protesty będą kontynuowane, ale trzeba mieć na względzie, że rząd może próbować je zdusić za sprawą brutalności policji lub spróbuje je przeczekać, aż samoistnie wygasną. Na szczęście ludzie wykazują silną wiarę w powodzenie całej idei i są zdeterminowani, by pozbyć się Rio Tinto.

Do wyborów zostały nieco ponad 2 miesiące. To będą gorące 2 miesiące radosnego meandrowania władzy, tłustej kiełbasy wyborczej i opowiadania treści z kategorii mchu i paproci. Co do jednego protestujący Serbowie na pewno mają rację – o inwestycji w Dolinie Jadaru jeszcze usłyszymy. Jeśli nie Rio Tinto, to ktoś inny zechce położyć rękę na jednych z największych złóż litu w Europie. Takich okazji się nie marnuje.


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.